Get Adobe Flash player
//
 
Zamysłem powstania bloga jest przybliżenie idei psychoterapii oraz uczynienie jej bardziej zrozumiałą dla każdego, kto styka się z nią po raz pierwszy. Mam głęboką nadzieję, iż znajdą tu Państwo pomocne dla siebie opisy wyjaśniajace różne zjawiska procesu terapeutycznego, jak również odpowiedzi na nurtujące  pytania. Postaram się także wspólnie z Wami przyjrzeć bliżej pewnym obiegowym opiniom i przekonaniom jakie mamy o psychoterapii.
Ale przede wszystkim moim największym pragnieniem jest pokazanie, iż wbrew częstym obawom wyrastającym z wyobrażeń o trudzie pracy terapeutycznej, psychoterapia może być fascynujacą przygodą i niezapomnianą podróżą w głąb siebie. 
Tego o czym chcę pisać - zgłaszająca się na terapię osoba nie musi wiedzieć przed przystąpieniem do leczenia. To zadanie terapeuty, aby na każdym jego etapie przybliżać pacjentowi w sposób niosący mu optymalne korzyści,  co się w ich relacji wydarza.
 Mam nadzieję, że blog  ten przyczyni sie do zmniejszenia wahań  jakie wiele osób ma przed podjęciem decyzji o leczeniu  i ciekawość weźmie górę nad wątpliwościami.
Zatem - zapraszam do wspólnego przygladania się psychoterapii z bliska  ;-)

 AAA

 
Zamysłem powstania bloga jest przybliżenie idei psychoterapii oraz uczynienie jej bardziej zrozumiałą dla każdego, kto styka się z nią po raz pierwszy. Mam głęboką nadzieję, iż znajdą tu Państwo pomocne dla siebie opisy wyjaśniajace różne zjawiska procesu terapeutycznego, jak również odpowiedzi na nurtujące  pytania. Postaram się także wspólnie z Wami przyjrzeć bliżej pewnym obiegowym opiniom i przekonaniom jakie mamy o psychoterapii.
Ale przede wszystkim moim największym pragnieniem jest pokazanie, iż wbrew częstym obawom wyrastającym z wyobrażeń o trudzie pracy terapeutycznej, psychoterapia może być fascynujacą przygodą i niezapomnianą podróżą w głąb siebie. 
Tego o czym chcę pisać - zgłaszająca się na terapię osoba nie musi wiedzieć przed przystąpieniem do leczenia. To zadanie terapeuty, aby na każdym jego etapie przybliżać pacjentowi w sposób niosący mu optymalne korzyści,  co się w ich relacji wydarza.
 Mam nadzieję, że blog  ten przyczyni sie do zmniejszenia wahań  jakie wiele osób ma przed podjęciem decyzji o leczeniu  i ciekawość weźmie górę nad wątpliwościami.
Zatem - zapraszam do wspólnego przygladania się psychoterapii z bliska  ;-)

 AAA

sesja pierwsza

 
 
"Nie wiem od czego właściwie  mam zacząć..."         images
To jedno z najczęściej wypowiadanych zdań  w gabinecie psychoterapeuty, kiedy spotykamy się w nim po raz pierwszy. A niejednokrotnie też  powód dla którego ze zgłoszeniem na terapię tak długo się zwleka. Czasem są to całe lata odkładania "na potem"  tej decyzji. Bo jak opowiedzieć o najintymniejszych sprawach, o tym o czym nie mówi się nawet najbliższym, zupełnie obcej osobie? Jak być bezgranicznie szczerym z tym "obcym"?  A co jeśli się   rozpłaczę? A jeśli terapeuta pomyśli, że to głupi problem, że przesadzam, histeryzuję? Że inni mają większe trudności i sobie jakoś z nimi radzą, a ja robię z tego tragedię? A może tak właśnie jest....? Albo uzna mnie za naprawdę chorego?
I jeszcze on - czas. Godzina na to by zawrzeć w niej to wszystko co od miesięcy chodzi nam po głowie, o czym myśleliśmy w te wszystkie niespokojne noce. Jak w sześćdziesiąt minut opowiedzieć o tym wszystkim co się w naszym życiu wydarzyło? O dziesiatkach przemyśleń, o wątpliwościach, rozterkach. Jak to zrobić? A jeśli już - to od czego  zacząć?
To, co czasem pada na pierwszym spotkaniu, jest bardzo poszarpane i chaotyczne. Tak jak i to co przychodzący po pomoc człowiek przeżywa. Dobrze zatem, że zgodnie z tym jak czuje - mówi. Nie ma w tym nic ani niewłaściwego, ani każącego uznać spotkanie za stracone. Innym razem przychodzi ktoś, kto ma wszystko z dużą pieczołowitością spisane. I wydaje się, że ta zapisana kartka dodaje mu otuchy, pomaga i wspiera w trudach pierwszego kontaktu. I to też jest dobre, że dba o siebie w ten dobrze sobie znany sposób. A zdarza się, choć niezwykle rzadko, że przychodzi ktoś, kto nie wypowie ani jednego słowa. I wówczas, to milczenie w którym jest, jego energia staje się opowieścią o cierpieniu tego człowieka. 
Nie ma żadnej odpowiedzi na pytanie CO powinno się  powiedzieć ani JAK. Nie ma też jednej odpowiedzi na pytanie OD CZEGO należy zacząć. To zawsze bardzo indywidualna sprawa. Tak jak człowiek, który przychodzi po pomoc w uporządkowaniu swojego życia i tego co się  w nim samym dzieje. 
W gabinecie jesteśmy razem, a moim zadaniem jako terapeuty jest nie tylko uważnie słuchać, ale i pomóc w odnalezieniu drogi do wzajemnego zrozumienia.
To nie oznacza oczywiście, że zadanie terapeuty kończy się na słuchaniu. Choć czasem może to tak wyglądać. W tym CO pacjent mówi, JAK to mówi, w jakiej kolejności, jakie tematy porusza a jakie omija, z jakimi emocjami wypowiada poszczególne kwestie, kiedy się  niecierpliwi a kiedy traci siły, które tematy ze sobą łączy - w tym wszystkim terapeuta szuka wskazówek tego co pacjent na swój temat już wie, co przeczuwa, a co nieświadomie sygnalizuje, ale jeszcze  sam tego nie jest w stanie uchwycić. Zatem jesteśmy w tej godzinie razem, aby w skupieniu i wzajemnej uważności znaleźć wspólne punkty zaczepienia, tę delikatną nić porozumienia, która pozwoli nam budować później wzajemne  zaufanie i przymierze terapeutyczne przeciwko temu co wnosi cierpienie w  życie pacjenta. 
Pierwsze spotkanie terapeutyczne - jeszcze terapią nie jest. To konsultacja. Czyli przestrzeń, w której zarówno pacjent jak i terapeuta przygladają się sobie wzajemnie, badając na ile dalsza, póki co potencjalna współpraca jest w stanie się zawiązać. Na ile terapeuta ze swoją wiedzą i doświadczeniem może okazać się przydatny dla pacjenta. Staramy się na nim wspólnie odnaleźć takie rozumienie problemu, jego źródeł i znaczeń, które pozwoli połączyć nam nasze siły w jego rozwiązywaniu.
A czas? Rzeczywiście to prawda, że godzina to zbyt mało. 
Konsultacje, bo zwykle jest ich kilka - są jak spotkania przed wspólnym wyruszeniem w  daleką podróż. Kiedy spodziewamy się, że po drodze mogą czaić się na nas różne niebezpieczeństwa, kiedy mamy tylko część mapy i czujemy, że są rzeczy którym sami nie potrafimy sprostać - dobrze jest uważnie dobrać sobie towarzysza. Dlatego poświęcony na to czas nie jest nigdy czasem straconym, ani niepotrzebnym.
Zatem gdy pojawia się "nie wiem od czego mam zacząć" powólmy sobie usiąść i mówić. I nie ma tu znaczenia, że inaczej to spotkanie sobie wyobrażaliśmy. Że budowaliśmy "plan" na to co i jak powiemy. Czyż nie jest tak, że ten dialog zanim rozpoczął się w gabinecie na długo przed, toczył się juz w naszej głowie? I że my sami nie jesteśmy na jego początku, ale gdzieś wewnatrz  już trwającego procesu? 

sesja druga

                                                                               
Czy coś z tego o czym rozmawialiśmy na pierwszym spotkaniu wymaga dopowiedzenia? Uzupełnienia? Czy któryś wątek wydał się szczególnie ważny? Czy pojawiły się refleksje, którym warto się wspólnie przyjrzeć? Z jakimi emocjami zostaliśmy po tamtym spotkaniu, a z jakimi jesteśmy dziś? A może jest dokładnie na odwrót i wydaje się, że wszystko zostało już powiedziane i właściwie trochę niewiadomo o czym na tym drugim spotkaniu mamy rozmawiać?

To pytania, których wartość trudno przecenić, a zasadność ich poruszenia jest nie tylko po stronie pacjenta. Cennym jest, gdy również terapeuta poddaje je w sobie refleksji przygotowując się do kolejnego spotkania.

Bo czymże innym jest druga konsultacja jak nie kontynuacją  pierwszego kontaktu i toczeniem rozpoczętej już opowieści? Zanim zrobi się kolejny krok – warto jednak poddać chwili refleksji  poprzednie spotkanie. Dla wielu osób to pierwszy raz, kiedy ktoś autentycznie interesuje się tym co i jak przeżyli.

  Aby  móc odnaleźć wspólne cele podróży terapeutycznej,  kolejne spotkanie ( a dużo częściej – spotkania, bo z reguły jest ich kilka), poświęca się na omówienia całości historii dotychczasowego życia zgłaszającej się osoby.

I tu czasem pojawiają się po stronie pacjenta wątpliwości. 

images

Po co psychoterapeutom są opowieści o dzieciństwie?  Po co to całe opowiadanie o rodzicach, szkole, domu, z którego się wyszło dawno temu, ludziach, których od lat już z nami nie ma - skoro problem jest TERAZ? Problemem jest mąż/żona/przyjaciel/szef, z którym nie potrafimy się dogadać; to, że od roku chorujemy na depresję, nie radzimy sobie po przeprowadzce do nowego miasta albo mamy napady paniki w nowej pracy. Więc po co wracać do tych wszystkich spraw sprzed wielu, wielu lat?

Lubię myśleć, że to nie dlatego, że terapeuci są niepoprawnie zafiksowani na zgłębianiu dzieciństwa swoich pacjentów i nic ich bardziej nie ekscytuje niż zabawa w doktora Freuda. Albo przynajmniej, że nie jest to dla nich jedyny powód ;-). Wierzę, że jako psychoterapeuci prosimy zgłaszające się do nas po pomoc osoby, aby zabrały nas do świata swoich najwcześniejszych przeżyć i doświadczeń dlatego, iż niezależnie od nurtu terapii w jakim sami pracujemy, jako specjaliści jesteśmy zgodni w kwestii rozumienia wagi wpływu dzieciństwa na całe późniejsze życie. I nie chodzi tu wyłącznie o ścisłą chronologię wydarzeń. Dialog drugiego spotkania to odnajdywanie pomostów pomiędzy tym co wydarzyło się w naszym życiu kiedyś, a tym czego doświadczamy dziś. A idąc krok dalej – zobaczenie w jaki sposób to „KIEDYŚ”  jest w nas nadal obecne i żywe. Czasem w gabinecie terapeuty wzbraniamy się przed takim patrzeniem na własne wybory, a przecież na co dzień doświadczamy tego typu powiązań – przykładowo: bojąc się ludzi przypominających nam swoim zachowaniem naszego surowego ojca czy lękowo reagując na każde rozstanie, tak jak wówczas, gdy byliśmy dziećmi, a mama wychodziła na wiele godzin do pracy zostawiając nas samych.

Gdybyśmy powrócili do metafory mapy –  na drugim spotkaniu terapeuta wsłuchuje się w historię życia pacjenta – w celu odnalezienia w niej wskazówek – co takiego się zadziało kiedyś – że dziś na pewne rzeczy reaguje on tak, a nie inaczej. Wspólna rozmowa o dotychczasowych doświadczeniach ma na celu nadania im wspólnych nazw, sprawdzenie na ile zgłaszający się po pomoc człowiek jest gotów przyjąć nieco z perspektywy patrzenia terapeuty i zaufać mu, że on co prawda tej mapy nie tworzył, ale potrafi ją trafnie rozczytywać. 

 

sesja trzecia

Możemy roboczo założyć, że w trakcie dwu pierwszych spotkań udało się terapeucie i pacjentowi prześledzić całe dotychczasowe życie pacjenta. W tracie tego wspólnie spędzonego czasu zapewne padło wiele pytań ze strony terapeuty o rozumienie znaczenia poszczególnych wydarzeń i roli jaką one odegrały, o klimat rodzinnego domu, o relacje z ważnymi osobami. Jednocześnie nakreślony został obraz psychopatologii czyli zaburzeń myślenia, przeżywania, reagowania - jeśli takowe występują. Terapeuta miał czas dowiedzieć się o przebiegu dotychczasowego leczenia, podejmowanych (lub nie) przez pacjenta działaniach na rzecz powrotu do zdrowia oraz preferowanych strategiach radzenia sobie w chwilach pojawiającego się pogorszenia.
Czas zatem na kolejne ważne pytanie - Jakie są oczekiwania zgłaszającej się osoby względem psychoterapii?
I ten etap często wymaga zwolnienia dotychczasowego tempa pracy i dłuższej chwili refleksji. Niejednokrotnie bowiem jest tak, iż zgłaszając się do psychologa z jednej strony - dokładnie wiemy, że potrzebna jest nam jego pomoc - ale równie często okazuje się, jak trudno jest nam sprecyzować na czym ma ona właściwie polegać. Dlatego też terapeuta będzie starał się uszczegółowić z nami możliwie jak najdokładniej jakie mamy oczekiwania - zarówno co do efektów, jak i sposobów pracy. Pytania o to CZEGO POTRZEBUJE PACJENT? JAKICH ZMIAN? PO CZYM POZNA, ŻE JE OSIĄGA? CO CHCE W SOBIE ZMIENIĆ? CO WEDŁUG NIEGO MOŻE WZMACNIAĆ A CO UTRUDNIAĆ WZAJEMNĄ WSPÓŁPRACĘ? mają umożliwić zawarcie takiego KONTRAKTU TERAPEUTYCZNEGO, który pozwoli później obojgu na różnych etapach procesu terapeutycznego śledzić zachodzące zmiany.
Oczekiwania mogą w trakcie terapii ulegać zmianie, mogą pojawiać się nowe kierunki pracy i to jest naturalny proces. Jednak niezmiernie ważne jest aby na samym jego początku był znany CEL, kierunek w którym podążamy .
Po dookreślaniu oczekiwań przychodzi czas na zawarcie kontraktu terapeutycznego czyli ustalenia wszystkich zasad współpracy pomiędzy pacjentem a terapeutą.

kontrakt terapeutyczny

 

 Kontrakt terapeutyczny - czyli o tym na co się z terapeutą umawiamy.

Podsumowaniem konsultacji jest zawarcie kontraktu terapeutycznego. Oczywiście tylko wówczas, gdy terapeuta będzie miał pewność, że on i jego wiedza są pacjentowi przydatni, a zgłaszająca się po pomoc osoba, po odbytych konsultacjach, nie tylko przychylnie przyjmie styl pracy terapeuty i znajdzie z nim wspólne rozumienie natury swoich trudności ale też będzie miała poczucie, że terapeuta JAKO OSOBA jej odpowiada. Nie ma chyba nic gorszego, niż wybrać się w długą podróż z kimś, kogo nie jesteśmy w stanie polubić. Dlatego pytanie terapeuty "czy ja jako osoba, z którą Pan/Pani ma pracować - Panu/Pani odpowiadam?" nie jest kokieterią ze strony psychoterapeuty, ale otwartym zapytaniem o jeden z ważniejszych aspektów warunkujących powodzenie psychoterapii.
Jeśli obie strony maja już pewność, że widzą zasadność dalszej współpracy, wtedy omawiany jest kontrakt - czyli do czego zobowiązuje się psychoterapeuta względem pacjenta i czego od niego oczekuje. Zależnie od podejścia terapeutycznego umowy te mogą się różnić - jednak zawsze ich stałym elementem jest ustalenie:
- zasad wynikających z poufności psychoterapii
- ustalenie stosowanych technik i związanych z nimi oczekiwań względem pacjenta
- czasu i miejsca spotkań
- częstotliwości sesji
- zasad odwoływania sesji
- zasad odpłatności za sesje odbyte i nieodbyte
- zgody lub jej braku na rejestrowanie sesji - pacjent jest informowany o warunkach pracy terapeuty
Pamiętajmy, że warto psychoterapeutę (o ile nie mamy takiej wiedzy) dopytać też o jego doświadczenie w leczeniu analogicznych do naszych dolegliwości, przygotowanie potwierdzone certyfikatami oraz o to - czy poddaje się on superwizji.

AAEAAQAAAAAAAAJUAAAAJDRjYzliNjY2LTgwNWYtNDg3NS1hM2YwLTE4MDhiOGZlZTA1Yw

A co jeśli pacjent lub terapeuta nie widzą możliwości dalszej współpracy?
Wówczas po stronie terapeuty leży udzielenie pacjentowi wyczerpujących informacji co do możliwych i dostępnych form pomocy, wskazanie innych miejsc gdzie może podjąć leczenie, a przede wszystkim omówienie powodów, dla których już rozpoczęta współpraca może być niekorzystna dla rozwiązania trudności pacjenta.

schematy - czyli o tym dlaczego chodzimy wydeptanymi ścieżkami

        Zgłaszając  się po pomoc do psychoterapeuty z reguły mamy już jakiś ogląd na to, co nas do niego sprowadza. Czasem w bardziej, a czasem w mniej świadomy sposób, jesteśmy w stanie nazwać nie tylko to, co czyni nas nieszczęśliwymi w danym momencie życia, ale też wskazać powód, dla którego znaleźliśmy się właśnie w  tym jego punkcie. Mówiąc na przykład "już dawno powinnam się z nim rozstać, ale myślałam, że sobie nie poradzę" albo "bo ja zawsze dbałem bardziej o innych niż o siebie", jasno dajemy wyraz ukrytym głęboko w nas schematom, warunkującym nasze życiowe wybory.

      Najczęściej trudno jest nam te utrwalone przekonania wyrazić w słowach. Z reguły bardziej przeczuwamy co przyczyniło się do tego, że właśnie w tym, a nie innym punkcie naszego życia się znaleźliśmy, niż potrafimy zawiadujące naszymi decyzjami scenariusze rozpoznać i nazwać. Ale czy na pewno to jest aż tak trudne? Spróbujmy dokończyć poniższe zdania pierwszą myślą, jaka się nam nasunie :
Mężczyźni  są ........
Kobiety są ...........
Żeby do czegoś w życiu dojść, trzeba   ......................
Szczęśliwi jest tylko człowiek, który.........................
    Łatwo poszło? A teraz gdybyśmy się zastanowili, czy udzielone odpowiedzi nie są przypadkiem zaskakująco zgodne z tym jakich mężczyzn, kobiety spotykamy, jak toczy się nasze życie zawodowe, jak blisko lub daleko jesteśmy od poczucia szczęścia?
    Możemy też założyć, że dwie osoby dokończyły powyższe zdania na dwa skrajnie odmienne sposoby - jedna z nich uważa na przykład, iż mężczyźni są opiekuńczy, a druga, że zawsze zawodzą. Można poddać burzliwej dyskusji to jaka jest prawda, ale można też zastanowić się, jakimi schematami kieruje się każda z nich.
    Trudno bowiem jest mówić o jednej, obiektywnej prawdzie. Zapewne są mężczyźni, którzy są bardzo opiekuńczy oraz zdarzają się i tacy, na których nie można polegać. Każdy z nas, na bazie osobistych doświadczeń - nosi w sobie własną prawdę, tą na której opiera swoje wybory i którą kieruje się w codziennym życiu.  I to są właśnie nasze schematy.
    Czym zatem jest schemat? W psychologii przyjmuje się, iż schemat to wzorzec nakładany na rzeczywistość lub doświadczenie po to, aby ułatwić nam ich zrozumienie. W ten sposób pośredniczy on w naszym przeżywaniu i podpowiada reakcje na aktualne wydarzenia. Schemat stanowi niejako zasadę porządkujacą odnajdywanie sensu w życiowych doświadczeniach.
labirynt
Co zatem warto jest wiedzieć o schematach:
1. Schematy powstają w dzieciństwie
    Geneza wiekszości naszych schematów rzeczywiście sięga okresu dzieciństwa, kiedy to uczymy się rozumieć otaczającą nas rzeczywistość.  Głównie z uwagi na dziecięcą bezkrytyczność przyjmujemy wówczas różne wpajane nam prawdy jako niepodważalne i nawet przez myśl nam nie przejdzie, że może być inaczej. Wierzymy, że to co mówią nam o nas i świecie nasi najbliżsi, to jak nas traktują i jakie budują z nami relacje - jest uniwersalną zasadą określającą nasze w nim miejsce. W dalszym swoim życiu rozbudowujemy wpojone nam w ten sposób schematy, nawet wówczas kiedy przestają być  adekwatne i korzystne. Doskonale rozumieją to wszyscy, którym wmówiono gdy byli mali, że "dzieci i ryby głosu nie mają" a oni nadal, pomimo kilkudziesięciu przeżytych lat, nadal nie mają śmiałości zabrać głosu w obronie swoich potrzeb.
2. Jak rozpoznać schematy?
    Już w trakcie zbierania wywiadu od pacjenta podczas wstępnych konsultacji, ale i później, w trakcie trwania całego procesu psychoterapii - terapeuta pozostaje bardzo uważny na wszelką powtarzalność w życiu pacjenta - co charakteryzuje związki jakie on tworzy, jakich partnerów dobiera, jak rozumie źródło swoich sukcesów i porażek, jaką narracją się posługuje - i co z tej powtarzalności stanowi odtworzenie jego wczesnodziecięcych doświadczeń. Jeśli zgłaszająca się kobieta mówi: "znowu trafiłam na lekkoducha, który nie chce trwałego związku. Co jest z tymi facetami?!" - pytanie jakie możemy postawić brzmi również - "Jaki jej schemat bycia w relacji sprawia, że takich własnie mężczyzn uznaje za atracyjnych i w konsekwencji ich wybiera?"
    Schemat jest jak utarta droga, którą "jedziemy na pamięć".  I pomimo, że pojawiły się na niej nowe znaki, poruszamy się po niej jak zawsze dotąd, nawet jeśli miałoby to oznaczać jechanie pod prąd.
     Łatwo schemat rozpoznać, kiedy bez chwili zastanowienia wygłaszamy jakąś "prawdę" wbrew zmieniającym się okolicznościom, zupełnie jakbyśmy ich nie zauważali.
3. Czemu zatem służą schematy?
    Najprościej mówiąc - schematy służą utrzymaniu tzw. spójności obrazu samego siebie i świata. To dzięki nim "wiemy" jak poruszać sie w otaczającej nas rzeczywistości. Dają nam poczucie kontroli i bezpieczeństwa. To dzięki nim "wiemy" jaki jest świat  i zasady w nim rządzące. Są jak wewnętrzna mapa, którą posługujemy się  całkiem nieświadomie w codziennym życiu. I jak każda mapa, dobrze by co jakiś czas były aktualizowane. A o tym niestety nazbyt często zapominamy.
4. Czy schematy są tylko szkodliwe?
    Nie wszystkie nasze wewnętrzne schematy nam szkodzą. Mogą one być zarówno adaptacyjne, jak i nieadaptacyjne. W trakcie psychoterapii wspiera się te służące pacjentowi, jednocześnie starając się zneutralizować działanie tych, kóre przestały pełnić swoje funkcje adaptacyjne i na obecnym etapie bardziej szkodzą niż pomagają szukającej pomocy osobie. Tak dzieje się na przykład wówczas, gdy wychowywana przez impulsywnego rodzica osoba jako dziecko doskonale nauczyła się unikać prowokowania w relacji z nim sytuacji konfliktowych. Dokąd była dzieckiem umiejętność ta była przydatna i chroniła ją przed konsekwencjami gniewu rodzica. Ta sama umiejętność przeniesiona w dorosłe życie może okazać się już nie tylko nieadaptacyjna, ale też bardzo szkodliwa. Przyczynia się bowiem do tego, iż jako osoba dorosła - nie jest w stanie adekwatnie wyrażać swoich potrzeb z lęku przed reakcją innych osób. Nawet jeśli są łagodnie usposobione, wewnętrzny schemat nakazuje zachować się jak wobec nich - jak wobec agresywnego rodzica.
5. Dlaczego zatem odtwarzamy schematy?
Odpowiedz brzmi - bo je znamy.
    Schematy uaktywniają się najczęściej pod wpływem wydarzeń, które postrzegamy jako podobne do traumatycznych doswiadczeń z dzieciństwa, a ich powtarzanie wynika z naszej wewnętrznej potrzeby spójności. I jakkolwiek to brzmi, pomimo iż powodować mogą cierpienie, wybieramy właśnie  je,  bowiem czynią nasz swiat przewidywalnym, swojskim i zrozumiałym. A ponieważ uważamy je za prawdziwe, wpływają na całość naszego doświadczenia - dlatego też odtwarzamy nawet te ich aspekty, które wyrządzają nam dużo szkód i cierpienia.
6. Czy można zmienić schemat?
    Często pacjenci uważają autodestrukcyjne wzorce do tego stopnia za część samych siebie, iż zupełnie  nie wyobrażają sobie ich zmiany. Problemy, z jakimi się zgłaszają, są dla nich samych niejasne. Wiedzą, że czują się przewlekle nieszczęśliwi w róznych obszarach życia, że mają trudność w utrzymaniu trwałego związku, że męczy ich brak satysfakcji z tego jak żyją.
    Jednak praca nad schematami jest nie tylko możliwa, ale też w wielu przypadkach wcale nie taka trudna, jakby się na jej początku mogło wydawać.
    Wymaga ona jednak motywacji do dokonywania zmian oraz gotowości do samoobserwacji, zaciekawiania się motywami własnych zachowań, nauczenia się strategii samokontroli. Nie każdy z nas od razu ma łatwy dostęp do swoich myśli, przekonań i emocji. Dlatego relacjonowanie ich terapeucie pozwala na wspólną pracę nad ich zlokalizowaniem i skorygowaniem.

"Ja to wszystko już wiem... " - czyli krótka refleksja o naturze wglądu w psychoterapii

       
         W wielu procesach terapeutycznych, żeby nie pokusić się o stwierdzenie, że w prawie każdym, prędzej czy później nadchodzi moment, gdy podczas sesji pada wypowiadane przez pacjenta z pewną rezygnacją, a może nawet rozdrażnieniem, zdanie: "No ale ja to wszystko NIBY już WIEM! A nadal zupełnie to nic nie zmienia w moim życiu!"
     Czego zatem brakuje do upragnionej zmiany i co to oznacza "NIBY wiedzieć"? 
         W psychoterapii, tak jak i w życiu,  wielokrotnie to co rozumiemy nie idzie w parze z naszymi emocjami. Z reguły dużo szybciej jesteśmy w stanie odnosząc się do intelektu nadać czemuś nazwę, albo być silnie emocjonalnie zaangażowanym, niż czerpać z równowagi między tymi stanami. A to właśnie ta równowaga pozwala spojrzeć na dawne wydarzenia w nowy sposób i doświadczyć ich emocjonalnego przeformułowania. "NIBY wiedzieć" oznacza zatem rozumieć co szkodzi, potrafić wskazać co należałoby  w określonych sytuacjach zrobić,  a mimo to  wybierać inne, mniej nam sprzyjające rozwiązania. 
        Do pełnego wglądu w naturę trudności potrzeba zatem czegoś więcej niż jedynie jego intelektualne opracowanie. Jak zatem NIBY wiedzenie przeradza się w równoczesne emocjonalne WIEM ...?
       Praktycznie każda zgłaszająca się do gabinetu psychoterapeuty osoba czuje potrzebę dokonywania w sobie głębokich zmian, mając świadomość konieczności włożenia w to pewnej dozy swojego i terapeuty wysiłku. Jednak równie  często podejmując terapię  pojawiają się wyobrażenia, iż rozwiązanie trudności pojawi się nagle i niczym olśnienie odwróci dotychczasowe kłopoty  o sto osiemdziesiąt stopni. Kiedy wbrew oczekiwaniom tak się nie dzieje, osoby te doświadczają wielu frustracji. 
        To nie oznacza, że zmiany nie następują. Oczywiście pojawia się osławione "aha!" kiedy pacjent łączy ze sobą dotąd porozsypywane elementy wewnętrznej układanki. Aby jednak mogło zaistnieć owo "aha!" czyli wgląd - potrzeba wypracowania w toku procesu terapeutycznego porządnych pod nie podwalin. Wymaga to wielokrotnego odnoszenia się przez terapeutę wciąż do tych samych doświadczeń pacjenta, w myśl zasady - kropla drąży skałę.
         Aby zatem doszło do efektów terapeutycznych konieczne jest odtwarzanie przerwanych połączeń między tym co wydarzyło się w życiu pacjenta kiedyś, a tym jak to "kiedyś" odtwarza się w jego "dziś".  Służą temu interwencje terapeuty. 
        Przybliżając się z pacjentem do natury jego trudności, psycholog stosuje różne techniki, zależne od nurtu w jakim pracuje i ich dopasowania do potrzeb konkretnej osoby. To dzięki interpretacjom terapeuty pacjent jest w stanie stwierdzić pewne podobieństwo miedzy sytuacją obecną,  a dużo wcześniejszą, dotykającą jego przeszłości. Im więcej tych analogii dostrzega, tym pełniejszy i trwalszy jest jego wgląd w naturę problemów, z jakimi się zmaga.
     Jednak możliwość zaistnienia przestrzeni dla tych zmian i ich trwałość wymaga równoczesnej pewności pacjenta, że potrafi on sobie na danym etapie życia poradzić z patogennymi emocjami lepiej niż w samej sytuacji urazowej. 
       Zatem prawdziwy wgląd nie jest wyłącznie zrozumieniem źródła trudności ale  mieści się pomiędzy biegunami wyznaczonymi przez poznanie i intelekt, wymaga przezwyciężenia stanu napięcia i tworzy  kontinuum pomiędzy przeszłością i teraźniejszością.
 
        I na koniec  - o  tym jak ważna jest gotowość pacjenta na przyjęcie nowej perspektywy świadczą wcale nie tak rzadkie doświadczenia psychoterapeutów, którym pomimo wspólnego wielomiesięcznego przepracowywania z pacjentem problemu, nie udało się doprowadzić do uzyskania pełnego wglądu. I nagle ów człowiek zjawia się rozpromieniony w gabinecie terapeuty i obwieszcza, iż  JUŻ WIE! z czego wynikają jego trudności "bo lekarz mu powiedział, bo gdzieś o podobnym przypadku przeczytał, bo w telewizji zobaczył". I zachowuje się zupełnie tak jakby nigdy wcześniej na ten temat z nikim nie rozmawiał, jakby na sesjach nigdy tego tematu nie było, jest autentycznie zafascynowany nowym odkryciem. Powody tego zjawiska bywają różne. A wspólne z pacjentem przyjrzenie  się im, zwykle jeszcze bardziej umacnia efekty  wglądu i czyni go pełniejszym

Pracownia Psychologiczna CZTERY MASKI

Strona korzysta z plików cookies. Korzystanie oznacza akceptacje Polityki plików cookies.

Copyright © 2013. All Rights Reserved.